Co roku w Polsce dochodzi do około 1300–1500 ciężkich reakcji anafilaktycznych u dzieci. Reakcja tego typu jest bezpośrednim zagrożeniem życia i może się objawiać się m.in.:
W przypadku anafilaksji lekiem ratującym życie jest adrenalina. Dostępnością preparatu w szkołach zajmował się wczoraj zespół parlamentarny ds. chorób alergicznych.
– Czy polska szkoła jest przygotowana, żeby podać adrenalinę uczniowi, kiedy jest to konieczne? – pytała posłanka Maja Nowak, przewodnicząca zespołu.

Okazuje się, że rozwiązań systemowych nie ma, a rzeczywistość szkolna nie jest jednolita. Zależy choćby od tego, czy w placówce oświatowej jest gabinet lekarski i opieka pielęgniarska.
– W części szkół, zwłaszcza dużych, adrenalina znajduje się na wyposażeniu gabinetów pielęgniarskich. W małych szkołach, gdzie nie ma stałej opieki medycznej, zdarza się, że dyrektor nie wie, czy posiada w apteczce adrenalinę – mówiła senator Ewa Kaliszuk, która przez kilka lat pełniła funkcję dyrektora w jednej z olsztyńskich szkół.
Problem jest poważny, bo dzieci z alergiami stale przybywa, zwiększa się równocześnie ryzyko wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego.
– Najbardziej narażone na ciężką reakcję anafilaktyczną są dzieci z ciężką astmą i równoczesną alergia pokarmową – zwracała uwagę prof. Karina Janhz-Różyk, krajowa konsultant ds. alergologii.
Specjaliści zajmują się tym tematem od lat.
– Z grupą ekspertów stworzyliśmy specjalny raport, który dotyczy problematyki dostępności adrenaliny do samodzielnego podawania – dodała prof. K. Janhz-Różyk.
Według danych z raportu wstrząsy anafilaktyczne w placówkach oświatowych wcale nie są rzadkością.
– W szkołach i przedszkolach statystycznie codziennie dochodzi do ciężkiej uogólnionej reakcji anafilaktycznej – zwracał uwagę prof. Marek Jutel, konsultant ds. alergologii w województwie dolnośląskim. – Stąd adrenalina w placówkach oświatowych musi być dostępna na miejscu, bo tutaj liczą się minuty.
Dokument został przekazany do Ministerstwa Zdrowia, choć – jak zaznaczali specjaliści – problemowi powinno przyjrzeć się z bliska również Ministerstwo Edukacji Narodowej.
– Oczywiście w pierwszej kolejności trzeba zająć się podstawami, czyli zwiększeniem świadomości, edukacją, szkoleniami. Natomiast oprócz tego musimy mieć także narzędzie w postaci adrenaliny. Dlatego postulujemy, żeby w każdej szkole był zestaw zawierający dwa autowstrzykiwacze domięśniowe i dwa preparaty do podania adrenaliny donosowej. Tym stosunkowo prostym i tanim działaniem możemy podnieść bezpieczeństwo w szkołach – mówił prof. M. Jutel.

Sytuacja nie jest jednak łatwa. Po pierwsze, preparaty z adrenaliną są dostępne na receptę, która wystawiana jest dla indywidualnego pacjenta. W obecnej sytuacji szkoła nie może więc kupić autowstrzykiwaczy. Nie wiadomo również, gdzie w szkołach powinna być przechowywana adrenalina i kto powinien ją podawać. Zatem aby lek ratujący życie mógł, znaleźć się w placówkach oświatowych, potrzeba zmian w prawie i ustaleń między ministerstwami.
Podczas wczorajszego spotkania padły propozycje rozwiązań niektórych spornych kwestii, choćby możliwości zakupu adrenaliny do placówek oświatowych.
– Zastanawiałem się nad modelem, w którym szkoła czy przedszkole mogłyby zakupić lek na innym etapie jego obrotu – wprost z hurtowni. Moim zdaniem nie trzeba w tym przypadku zmieniać żadnej ustawy – tłumaczył mec. Bartłomiej Sasin.
Zdaniem prawnika problem systemowo rozwiązałoby wpisanie szkół i przedszkoli do rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia zawierającego katalog instytucji, które właśnie w taki sposób mogą kupować leki. Na tej liście znajdują się choćby uczelnie wyższe.
Kolejną kwestią są również szkolenia z podawania adrenaliny. Tego typu kursy proponuje m.in. Polskie Towarzystwo Alergologiczne, ale odzew ze strony szkół i przedszkoli jest niewielki.
– Placówki są zainteresowane, ale nie mają pieniędzy na przeprowadzenie szkoleń. Dlatego uważamy, że i w tym aspekcie brakuje rozwiązań systemowych. Zapewnienie adrenaliny to jedna strona medalu, ale brakuje też świadomości, jak się zachować w przypadku wystąpienia reakcji anafilaktycznej i jak podać lek ratujący życie – zwracała uwagę Anna Ben Drissi, dyrektor zarządzająca PTA.
Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Edukacji Narodowej przyznają, że temat jest im znany, ale propozycji rozwiązań systemowych jeszcze nie ma.
– Jesteśmy na etapie prac analitycznych. Szukamy rozwiązania, które pozwoliłoby nam odpowiedzieć na te problemy – tłumaczyła Magdalena Kramska z Ministerstwa Zdrowia.
Przedstawicielka MEN, Monika Postek, również przyznawała, że temat resortowi oświaty jest znany, ale i w tym przypadku brakuje konkretów.
Wnioski z posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Alergicznych mają trafić do obu ministerstw.







